5
wrz

Kak ptica

Kategorie: Wydarzenie  Autor: rp

DSCF2271-200Poprzednio opisałem swoje wrażenia wizualne z lotu nad Złotoryją, teraz może kilka słów na temat przeżyć związanych z samą przygodą powietrzną. Tym bardziej, że dla mnie  jako zwierzęcia typowo lądowego, przebywanie w małym blaszanym pudełku (a może żelazku?), pozbawionym z jednej strony drzwi, gdy silnik huczy, wiatr śmiga a świat momentami wpada w jakieś dziwne drgania, jest w pewnym sensie przeżyciem ekstremalnym.

Kak ptica

Szczerze mówiąc, starałem się nie myśleć o czekającym mnie locie. Z drugiej jednak strony ciekawość, to coś co pcha człowieka do czynów dziwnych z punktu widzenia jego natury.

No cóż samolot jak samolot, że mały taki, warczący – no to co? Pierwszy dzwonek odezwał się, gdy zobaczyłem jak operator, z którym miałem lecieć przywdziewa ortalionową bluzę. Pewnie będzie wiało. Poszedłem więc do samochodu po swoje moro z demobilu, które wożę na wszelki wypadek.  Gdy wróciłem, dzwonek zadzwonił powtórnie, tym razem zdecydowanie głośniej – właśnie samolot był pozbawiany drzwi z jednej strony. No cóż, to nie samochód, żeby można było otworzyć tylko okno…

Drzwi zdjęte, samolot gotowy do startu

Operator, stary wyga, który latał na motolotniach ze spokojem rozsiadł się z tyłu. Ja z pewnym takim niepokojem zająłem miejsce obok pilota.  Płytkie siedzenie i pas biodrowy jakoś nie dodawał mi pewności. Owinąłem pasek aparatu wokół nadgarstka prawej ręki, sprawdziłem ustawienia – oceniłem, ze pomimo pochmurnego dnia przesłona 8-11, czas rzędu 125-250 i iso 200 powinno wystarczyć. Rysiek M. poradził, żebym wziął obiektyw uniwersalny czyli taki, który ma i szeroki kąt i długą ogniskową. Jak się później okazało, długa ogniskowa (tele) na nic się nie zdała, bo powietrze nie było zbyt przejrzyste. Błedem było tez założenie filtra polaryzacyjnego – nie było czasu, a może ja nie miałem do tego głowy, żeby precyzyjnie nim operować, w dodatku skutecznie odcianał połowę światła.

Silnik w ruch...

Silnik w ruch...

Silnik zawarczał, samolot zadrżał, samolot powoli zaczął kołować na pas startowy. Ilekroć przejeżdżałem obok Bazy Lotniczej „Baryt” tylekroć zastanawiałem sie w którym miejscu jest pas startowy. Nic dziwnego, że nie mogłem go dojrzeć, bo ledwo go widać z pokładu samolotu. Ale pilot znalazł stanowisko wśród trawy, skierował samolot w odpowiednim kierunku i dodał gazu.  Nie sądziłem, że może być jeszcze głośniej, ale było. Samolot powoli, jakby od niechcenia potoczył się po łące. Nawet nie wiem w którym momencie koła starciły styczność z ziemią, poczułem tylko jak nagle coę wyrzuciło samolot przez lewe skrzydło ku górze. Nie da się ukryć, że trochę zwątpiłem. Ścisnąłem mosno uchwyt przy otworze drzwiowym i odważyłem się spojrzeć na ziemię.  Mijaliśmy Rosochę pstryknąłem pierwsze zdjęcie, spojrzałem na wyświetlacz i przeraziłem się – cały obraz był zamazany. Stabilizacja nie pomogła. Zwiększyłem ISO do 400 i zmniejszyłem przysłonę do 5,6. – dopiero teraz czas naświetlania zmniejszył się do 1/400, 1/500 s.

LSSE i Złotoryja

LSSE i Złotoryja

Nad Strefą zaczęliśmy zataczać kółka, aby operator mógł dokładnie sfilmować nowy zakłąd produkcyjny PGP „Bazalt”. Pilot robił nawroty przez lewe skrzydło, czyli wisiałem nad otworem drzwiowym. Zapewne widok był niesamowity. Wiedziałem, że jestem przypięty pasem do siedzenia, wiedziałem, że działa siła odśrodkowa, wiedziałem, że pęd powietrza, który robił z ustawienia teleobiektywu szeroki kąt wtłacza mnie dodatkow do środka, ale ta informacja jakoś płynęła, ale zostawała odrzucana przez centralny ośrodek decyzyjny. Lewą dłonią ściskałem więć z całej siły jakiś taki majtający sie na wszystkie strony uchwyt, podczas zwrotów, odchylałem się dodatkowo w stronę pilota, prawą zaś próbowałem robić zdjęcia.

Józef Banaszek upamiętnił ten lot

Józef Banaszek upamiętnił ten lot

Dużo w tym wszystkim było chaosu. Teraz parę rzeczy bym poprawił, wiedziałbym na czym się skoncentrować, z co nie jest warte zachodu. Zupełnie nie wyszły zbliżenia – ponieważ powietrze było małoprzejrzyste. Zabrakło mi charakterystycznych punktów Złotoryi, ale tutaj cała podróż podporządkowana była sesji filmowej na zlecenie więc, ja tylko korzystałem z okazji. Ach, żeby tak polecieć, gdy jesień złotem ziemię zaleje, a słońce wschodzić lub zachodzić będzie.

A w tle Karkonosze. Podobny widok jest z Wilkołaka, ale tu było trochę wyżej

Nic nie zakrywało widoków, byliśmy ponad najwyższymi zasłonami okolicy skąd można podziwiać urokliwe położenie naszego miasta na tle Karkonoszy. Samolot to wznosił sie, to opadał. Silnik wytężał siły wynosząc nas ku chmurom, by po chwili niemalże się zatrzymać, gdy samolot obniżał gwałtownie pułap. Dzięki niemu samolot nie zachowywał się jak żelazko i chwała mu za to.

Lot szybko minął trwał niespełna 20 minut. Samolot połknął w tym czasie 20 litrów paliwa. Wylądowaliśmy mięciutko wśród zielonych łąk stanisławowskiej bazy.

Wrażenie na pewno niezapomniane. Jednak najpewniej czuję się mając ziemię pod stopami i niebo nad głową, ale jak nadarzy się okazja, polecę raz jeszcze.

Fotorelacja z lotu

Komentowanie zabronione.